Dzisiejszy post będzie o moim dzielnym... kocie...
Otóż w ubiegłą niedzielę wyjechaliśmy na kilka dni, w tą wyjeżdżamy na 3 tygodnie, dlatego żal nam było, by kot tak jak rok temu siedział sam w domu (przychodził znajomy dokarmiać go i czyścić kuwetę). Znajoma starsza pani, kociara zresztą jak i ja, obiecała,że się nim zajmie u siebie w domu, uznaliśmy,że to najlepsze rozwiązanie, kot bardzo do nas przywiązany, taki koto pies, dlatego nie chcieliśmy by znów tak długo był sam.
Dziś mąż zadzwonił zapytać jak tam nasz Kuba i okazało się,że ... Kuba uciekł pierwszej nocy przez uchylone okno. Znajoma chodziła, wołała, szukała, nawet ogłoszenia rozwiesiła i nic, kot nie ma :( Nie dzwoniła nawet do nas, bo wierzyła,że znajdzie się gdzieś niedaleko jej domu, nim wrócimy. Jak się o tym dowiedziałam, to oczywiście łzy napłynęły mi do oczu. Kot domowy, jak sobie da radę w obcym miejscu, bez jedzenia, bez picia - taki upał przecież. Zastanawialiśmy się też co powiemy dzieciom, które codziennie pytają o naszego pupila.
Mąż zajęty dziś pracą w ogrodzie, nagle wbiega do domu, a za nim... nie uwierzycie nasz KUBA!!! Chudy miauczący od progu!!! Może i nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to,że nasz kot jest kotem domowym, wychodzącym tylko na taras, w ogóle nie znającym "uroków i atrakcji" życia w nie małym mieście. Jak znalazł drogę do domu??? pani mieszka o jakieś 30-40 minut spacerem od nas, po drodze wiele jest ruchliwych ulic, niebezpiecznych dla kota. Jak dał radę, skąd wiedział gdzie iść??? dzieci się śmieją,że ma wbudowanego GPS-a ;) Szedł do nas prawie 5 dni,ale trafił. Chudzinka, teraz je i śpi, czasem miauknie przez sen. Jest cały i zdrowy, czyściutki. Ufff a to prezent imieninowy. No i na wakacje zostaje w domu, na szczęście ma się nim kto zająć dwa razy dziennie. Mam tylko nadzieję,że nie ucieknie i nie wyruszy za nami w podróż po Polsce...
![]() |
| nasz Kuba zdjęcie sprzed miesiąca jak jeszcze był grubiutki :) |

he he, swietna historia, Dominisiu, przecież wiesz, ze koty chodzą wlasnymi sciezkami, a poza tym zawsze spadają na 4 lapy;)p.s. najlepsze zyczenia imieninowe;)
OdpowiedzUsuńOch , przypomniala mi sie historia z moim pierwszym psem . Byl u nas juz kilka lat , kiedy to moj tata ( do dzis nie znam powodu , dlaczego) oddal go jakiemus koledze , daleko na wies . Szukalam go kilka dni , w koncu stracilam nadzieje ,ze go znajde . I wrocil ! Byl brudny , caly w przyklejonych rzepach , ale moj kochany ! Nie potrafie opisac radosci , jaka ogarnela mnie i moje rodzenstwo :) . Nawet nie chce myslec , jak sobie poradzil biedak sam , bez nas .
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego z okazji imienin !
Dzięki dziewczyny za życzenia :)
OdpowiedzUsuńOlasia tak zwierzęta są jednak niesamowite i bardzo oddane :)
Nikki to fakt moje koty już nie raz "wygrzebały się" z takiej choroby czy urazu, gdzie weterynarze rozkładali ręce i mówili "jedynie uśpić". Mój tato już raz sam chciał skrócić cierpienia naszej b/ chorej kotce, gdy byłam mała, podszedł do niej ze łzami w oczach,bo to dobry człowiek, a ona resztkami sił tak na niego spojrzała,że nie miał sumienia,a dwa tygodnie później kotka biegała ze mną po ogródku i żyła jeszcze kilka lat, miłość do zwierząt mam właśnie po tacie.
pozdrawiam i lecę dopakować walizki
No to super, że kociak do Was wrócił. Ja nie kociara, zresztą obie z córka mamy alergię, zwłaszcza córka, jak jedzie do Warszawy do kuzynki to kicha, prycha i oczy łzawią /tam są 3 koty/....pozdrawiam i miłego weekendu...buziaki dla dzieciaków...
OdpowiedzUsuńDikuniu,to piekna historia. Zycze Wam udanych wakacji.
OdpowiedzUsuńNiesamowite! Ale ja zawsze mówiłam że zwierzęta mają niebywałą inteligencję!!!
OdpowiedzUsuńNiesamowite!!! Ale ja zawsze mówiłam że zwierzęta mają niebywałą inteligencję!
OdpowiedzUsuńOj, jak się cieszę, że wrócił kociaczek!!!!
OdpowiedzUsuńJa nie miałam tego szczęścia i dwa moje Kochania już nie wróciły ;(
P.S. Czy bloggerka od kopertówek odezwała się do Ciebie? Pytam, bo również wygrałam i nic...
Pozdrawiam cieplutko.
http://shoppanna.blogspot.com
Moich kotów wiele zginęło pod kołami, wiec się cieszę,że temu się udało :)
OdpowiedzUsuńNiestety też nie mam żadnych wieści. Pozdrawiam