Kupiłam niedawno sukieneczkę B.Young, jako,że w mojej szafie prawie nie ma sukienek i spódnic, cieszyłam się z niej bardzo, dopóki jej nie założyłam. Była idealna tylko w biodrach :( tam jestem najszersza, wszędzie indziej odstawała wisiała, u góry była pustka. Na szczęście zaniosłam ją do krawcowej i udało się zwęziła, z tyłu zrobiła ładne zaszewki i jest jako tako :)
Dwie wersje.
1.
w balerinkach szarych na imieninki męża, których nie obchodzi,ale o których ja pamiętam. Imprezka w domu tylko on, ja i dzieci. Chciałam dać czarne balerinki,ale kicha zniszczone, a nowe kupię wiosną. Ale po domku te co mam mogą być.
2. wersja na jasełka i spotkanie opłatkowe do przedszkola (grupa starszego synka)
Wszystkie wersje są świetne, zachorowałam na taki komin, muszę zmałpować :)
OdpowiedzUsuńto mój jedyny komin więc go ciągle noszę, cena była ok chyba 29zł (Ravel) dziękuję i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńswietnie wyglądasz;))
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie ;**.
Mogę prosić o dodanie do obserwowanych :* będzie mi bardzo miło.
Świetna sukienka...obie wersje mi się podobają....jedna sukienka ma wiele okazji...tak lubie...pozdrawiam Dominika i miłego dnia Ci życzę...
OdpowiedzUsuńelegancja Francja!!!!
OdpowiedzUsuńale figura!!!!!!!niech Ci inne zazdroszczą:)))
OdpowiedzUsuńnajbardziej podoba mi się ostatnia wersja
Obydwa zestawy świetne, ale drugi to absolutny hit :)
OdpowiedzUsuńdzięki dziewczyny i zupełnie nie wiem, może ta figura na zdjęciach tak wyszła, nie mam pojęcia :) ale i tak was pocieszę - góry brak ;)
OdpowiedzUsuńbuziaki
krawcowa spisała się na medal, cudownie leży!
OdpowiedzUsuńKota Behemota dziękuję :)
OdpowiedzUsuń